
MIEJSKA RADA NARODOWA W ŻYCHLINIE Uchwałą Nr III/17/84 z dnia 28.12.1984 r. nadała Miejskiej Bibliotece Publicznej imię Marii Kownackiej MARIA KOWNACKA (1894 – 1982)
DZIECIŃSTWO I MŁODOŚĆ (fragmenty autobiografii).
Urodziłam się dnia 11 września 1894 roku w Słupie pow. Gostynin. Do lat ośmiu miałam wyjątkowo pogodne i szczęśliwe dzieciństwo. Nagła śmierć Matki przecięła wszystko i tragicznie zaważyła na dalszych moich losach. Po wyjątkowo ciężkim sierocym dzieciństwie i trudnej młodości, przy słabym zdrowiu i braku poparcia z zewnątrz, nie udało mi się osiągnąć wyższych studiów, o jakich marzyłam. Startuję w życie jako nauczycielka. Już od roku 1912 tzn. jeszcze przed zaborem prowadzę we wsi Dębowa Góra pow. Kutnowski tajne nauczanie dzieci. W roku 1914/1915, a następnie 1918/1919 pracuję w szkole, którą sama założyłam w majątku Krzywda pow. łukowski, prowadząc jednocześnie przedszkole, szkołę i kursy dla dorosłych analfabetów, we wsi gdzie nigdy dotąd nie było szkoły. Robię to zupełnie samodzielnie. Pracuję zupełnie bezpłatnie, mając tylko utrzymanie w domu siostry, żony właściciela majątku. Lata od sierpnia 1915 roku do czerwca 1918 roku spędziłam, wysiedlona, w Mińsku Białoruskim, gdzie znowu z zapałem oddaję się pracy społecznej. Reżyseruję aktualną szopkę okolicznościową opartą na motywach z Konopnickiej i Rydla, które wiążę własnymi aktualnymi wątkami. Jest ona powtarzana w ciągu trzech lat. Ta pierwsza polska szopka po tylu latach zakazów – budzi zrozumiały entuzjazm. Jest to mój pierwszy naprawdę ładny sukces osiągnięcie społeczne. Po powrocie do Krzywdy, w czerwcu 1918 roku, witana przez ludzi ze spontaniczną radością, oddaję się znowu z całym entuzjazmem pracy w mojej biednej szkole – w izbie czworackiej bez pieca i bez podłogi, po prostu na klepisku. Za to zapał zarówno dzieci, jak i nauczycielki, pokonuje wszystko; stelmach wieczorami robi ławki, ludzie pomagają jak tylko mogą. Ta moja samozwańcza szkółka jest uznawana przez władze, a nawet stawiana innym za wzór. Pomoce naukowe sporządzam sama, własnego pomysłu. O założeniu biblioteki nie ma mowy. Brak mi pieniędzy. A tymczasem dzieci dopingują: „Niech nam pani co powi !”. Cóż było robić, trzeba było własnymi opowiadaniami zastąpić brak książek i własnego pomysłu obrazkami scenicznymi – brak repertuaru. Tak więc moje pierwsze utwory powstały, jak to się teraz mówi: „na zamówienie społeczne”. W roku 1919 przyjaciółka z ławy szkolnej, bez mojej wiedzy, doręcza moje rękopisy ówczesnej redaktorce „Płomyka” Helenie Radwanowej, która okazała mi wiele serca i wiele poświęciła serdecznej uwagi moim pierwszym krokom. Zaczynam stale pisywać do czasopism dziecięcych wydawanych przez „Naszą Księgarnię”. Przez parę pierwszych lat zupełnie honorowo, ale kto by się troszczył o honoraria – wobec szczęścia, że człowiekowi drukują jego utwory… Od tej chwili pozostaję stałą współpracowniczką czasopism „Naszej Księgarni”. W końcu roku 1919, zmuszona naporem rodziny szwagra, opuszczam pracę w krzywdzieńskiej szkole i przenoszę do Warszawy. Udaje mi się zająć miejsce bibliotekarki w Ministerstwie Reform Rolnych, gdzie pierwsze kroki stawiam pod kierunkiem Marii Dąbrowskiej. Wieczorami staram się dopełnić luki w wykształceniu, kończąc paroletni kurs dla nauczycielek rzemiosł, oraz kursy dla bibliotekarzy (…). W roku 1928 przeprowadzam się na Żoliborz (…). Jest to niesłychanie korzystny przełom w moim życiu, po raz pierwszy trafiam na właściwy grunt. Po przystąpieniu do rozwijającego prekursorską, dynamiczną działalność, Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci – moje twórcze możliwości znajdują doskonałe zastosowanie. Wyzwolona z reakcyjnej represji środowiska, w jakim się dotąd musiałam obracać – rzucam się z całym rozmachem w wir pracy społecznej.
|